Peniche, Portugalia

Przez sześć godzin idziemy na silniku, następnie do czwartej nad ranem na żaglach. Prędkość dobra, ale coraz bardziej odchylamy się od kursu.  Po zmianie z 220 na 165 posuwamy się coraz wolniej. Na silniku i grocie osiągamy 1,7 – 2 węzły. Jeśli nie Alcantara, to może Cascais? Ale to wciąż 25 mil, co oznacza w najlepszym razie 12 godzin piłowania. Lizbona czeka i musi jeszcze poczekać. O ósmej rano decyduję o zmianie kursu, najpierw na 80 potem na 65. Nowy cel:   Peniche.

Teraz tylko na Gieni osiągamy prędkość 4-5 węzłów. Za trzy i póły godziny mijamy główki portu. I tu problem. Marinka mała, większe jachty stoją na zewnątrz najdłuższego  pomostu, niektóre pojedynczo, inne po dwa, trzy w paczkach. Życzliwi żeglarze pomagają nam jednak. Przytulamy się do Hiszpanów, którzy będą tu stać tydzień. Przed skokiem na Maderę naprawiają silnik.

W marinie nie ma Internetu, aby wysłać zdjęcia i ten wpis idę na piwo do pobliskiego baru Java House. O północy było jeszcze tłoczno. Dużo młodzieży, piją jakieś soki, wodę, colę..

Dodaj komentarz