Ermita San Pedro Telmo

Budynek zupełnie niepozorny. Stoi w zachodniej części Parku San Telmo. Idąc do katedry lub opuszczając deptak handlowy (Triana) kilkakrotnie mijaliśy go dość obojętnie. Aż pewnej niedzieli widząc spoty tłum wychdzącch zdecydowaliśmy pójść pod prąd. Zaglądamy do środka… urzeka nas wspaniałe barokokowe wnętrze.
Kociółek, zwany też pustelnią (ermita) jest mały, chyba mniejszy niż boczna nawa u św. Anny w Warszawie. Takie mamy pierwsze wrażenie: jestemy w kościele przy Krakowskim Przedmieściu. Rozglądamy się uważniej. Kolory, misterne złocenia, niezliczone ornamenty nawiązujące do antyku i barokowe figurki nieodparcie nasuwają takie skojarzenia. Jednak już po chwili dostrzegamy zasadnicą różnicę, to co tu urzeka to szcególny, kameralny klimat. Niwątpliwie sprawia to dobrze zakomponowane, niewielkich rozmiarów wnętrze.
To co przede wszystkim przyciąga uwagę to ołtarz główny, niedawno odrestaurowany. Wygląda tak jak w 1776 roku, kiedy ukończono jego budowę. Warto też spojrzeć w górę. Nad głową unikalny, kasetonowy sufit.
Sam budynek jest starszy od ołtarza przynajmniej o 150 lat. Przekazy historyczne mówią, że pierwszy powstał na początku XVI wieku z myślą o żeglarzach i rybakach. Stąd jego lokaizacja w pobliżu portu i stoczni. Jeśli chodzi o drugi, znacznie większy, taki jaki dzisiaj mżemy oglądać to znamy rok ukończenia jego budowy: 1604. Przyczyna podjędych prac remontowo-budowlanych była prozaiczna jak na tamte czasy. Oto pięć lat wcześniej, pewnego ranka odwiedza miasto Pieter van der Does, krosarz holenderski. Oczywiście nie przybywa tu w celach turystycznych, przybywa by łupić. Wpada z kompanami równeż do ermity, nie na modlitwę czy kontemplację, ale by rabować i niszcyć?
Na restaurację i rozbudowę potrzebne były nie małe pieniądze. Może właśnie wtedy zrodził się pomysł utworzenia bardzo intersującego stowarzyszenia, które przez lata integrowało ludzi morza. Pewnie trochę przypominało kaszubskie maszoperie. Był okres kiedy organizacja liczyła ponad dwa tysiące członków. Każdy płacił składkę w wysokości 3 proc. od swoich dochodów. Połowę zebranych funduszy przeznaczano na utrzymanie kościoła i kult patrona. Był nim Pedro Gonzalez Telmo, święty – opiekun marynarzy i rybaków. Druga ich część wracała do członków stowarzyszenia w różnych formach : organizujący pogrzeb czy wesele mogli liczyć na poważne wsparcie finansowe, zasiłki otrzymywali ci, którym akurat gorzej szły interesy lub chorzy złożeni długotrwałą chorobą, z kolei nowożeńcy dostawali okolicznościowe upominki.
Ermita de San Telmo przez wieki łączyła ludzi morza. Największy rozkwit pobliskiego portu i stoczni miał miejse w XIX wieku. Wtedy też, a dokładnie 20 lipca 1849 r., stała się kościołem parafialnym. Jeszcze tego samego roku odnotowano w księgach kościelnych pierwszy ślub, a trzy lata później pierwszy chrzest.
Szczęśliwie pierwszym i ostatnim osobnikiem, który nawiedził pustelnię w niecnych celach był Pieter van der Does, dzięki temu przetrwała w dobrej kondynycji do naszych czasów. A jak mogliśmy zaobserwować wciąż dobrze służy wiernym.
W przybudowanej częśći po lewej z okazji świąt Bożego Narodzenia i Wielkiej Nocy mżna oglądać barwne instalacje.

 

Dodaj komentarz