Cangas, Hiszpania

0110 wiatr zdycha…..flauta. Zrzucam żagle. Do piątej pracuje silnik. Teraz jedziemy z mniejszą prędkością, może czterech węzłów. Na szczęście znowu zaczyna powiwać. Stawiam B I Ge. I tak posuwamy się aż do wejścia do fiordu. Tu prędkość spada do 1,5 węzła. Włączam maszynę. Pod wpływem rozmowy z oficerem guardia civil zmieniam decyzje, rzucamy cumy w Cangas. Jest 1030. I to rozumiem.

***

Mam tu słabe rozeznanie, nie bardzo wiem gdzie dobić. Odczuwalny brak aktualnego Navionicsa. Stajemy przy pierwszej wolnej kei. Ale sprawa podejrzana, nie ma wokół nas żadnego jachtu żaglowego, jedynie małe jachciki motorowe i lodzie rybackie. Ledwo obłożyliśmy cumy słyszę warkot silnika… jakieś głosy. No tak, z kutra rybak daje znaki, że to jego miejsce. Przepraszam, włączam silnik i przechodzimy na wskazane przez niego miejsce.

20-go rano przemieszczamy się do mariny. Mały problem z cumowaniem. Bardzo ciasno.

Dodaj komentarz